Przed kilku laty, podejmując próbę spisania swoich doświadczeń artystycznych i dydaktycznych przy okazji przewodu habilitacyjnego, napisałam rodzaj eseju, który okazał się być dla mnie punktem wyjścia do wielu rozważań, jakie przy różnych okazjach snułam, często utrwalając je w różnorodnych postaciach, czy to jako wstęp do katalogu, czy to jako swoiste credo artystyczne, czy choćby rodzaj wyartykułowanej - w odpowiedzi na pytanie przeprowadzającego ze mną wywiad dziennikarza- autorefleksji dotyczącej twórczości w przeróżnych jej aspektach.


Z czasem zrozumiałam, że sformułowany przeze mnie niegdyś tekst ma dla mnie szczególne znaczenie. Zawarte w nim poglądy dotyczą bardzo ważnych spraw, które obchodzą mnie jako twórcę i jako dydaktyka zarazem, oczywiście w kontekście szkła, które -jako zjawisko artystyczne - stało się dla mnie praprzyczyną podjęcia trudu tych przemyśleń. Uważam też, że właśnie teraz - gdy w myśleniu o sztuce, w definiowaniu zakresu, jakim się obecnie sztuka zajmuje, zaszły tak niepokojące zmiany, zmiany, które prowadzą nas ku obszarom, które nigdy nie miały i nie powinny mieć ze sztuką nic wspólnego - zaznaczenie mojej postawy może przynieść pożytek
Wystarczy zdać sobie sprawę, że wszystkie zjawiska stanowiące kulturę (w przeciwieństwie do przyrody), powstały jako bezwzględnie nowe, by zacząć przeczuwać znaczenie twórczości. Kultura jest jej podmiotem – podmiotem kreacji. Źródła twórczości tkwią w samej kulturze, przy czym efekt działań twórczych ma charakter progresywny. Twórczość oznacza kulturowy rozwój, choć trzeba przyznać, bardzo trudno jest go zdefiniować, można go tylko intuicyjnie przeczuwać.

Zazwyczaj uważa się, że twórczość wiąże się z wyjątkowością, niepowtarzalnością. Trudno też, obserwując rozwój kultury, zrozumieć przyczynę poszczególnych aktów twórczych, czy też - szerzej - twórczości. Twórczość zazwyczaj prowadzi w nowe, nieprzewidziane obszary i nie można wcześniej przypuszczać, jaki kierunek obierze. Trudność owa polega na tym, iż przyczyna tkwi w - nazwijmy to umownie - duszy twórcy, sprawcy twórczego aktu. Ma charakter endogenny.

Jak więc można zaobserwować twórca, jego siła sprawcza, jego wola działania kreacyjnego, u początku których leżą jego przeżycia i przemyślenia, chęć uzewnętrznienia pragnień, dają początek działaniu twórczemu. Lecz przecież jest zupełnie oczywistym, że twórca nie działa w oderwaniu od rzeczywistości, choćby się starał od niej wyalienować, co jest częstym zachowaniem artystów.

Nie można oderwać się od miejsca swego życia. Artysta - tak, jak ktokolwiek - przebywa w konkretnych warunkach geograficznych, klimatycznych i ekonomicznych. Tego nie da się pominąć. Nie żyje w oderwaniu od ludzi, bez względu na jego do nich stosunek; od sprzętów, od ubrań, od pożywienia – a to wiąże go nierozerwalnie z czasem. Tak więc można sobie uzmysłowić, że choć źródło twórczości tryska w najintymniejszych, najcenniejszych pokładach osobowości twórczych, to jednak efekt aktów twórczych -twórczość- nie jest nigdy oderwana od czynników egzogennych, których przykłady zostały przytoczone powyżej.
Powszechna zmienność świata kultury, będąca wynikiem wielu różnych i różnorodnych aktów twórczych, jest swoistym aksjomatem. Dynamika kultury wynika z ciągłej potrzeby kreacji jej uczestników, a po zastanowieniu można skonstatować, że rozwój i zmienność systemu kulturowego jest trwałą cechą jego istnienia. Sama zaś twórczość jest efektem ekspresji osobowości twórczej. Dyspozycję twórczą trzeba traktować jako konieczność, która wypływa z samej istoty człowieka i samej istoty ludzkiego życia.

Artystę, rzecz jasna, najbardziej interesuje ten rodzaj aktywności twórczej, która dotyczy jego specyficznych działań, a która nie jest związana z działaniem zmiennych społecznych, a raczej z tym istotnym marginesem swobody, jakim jest samoekspresja, swoista, jednostkowa autonomia działań podmiotowych, która stanowi o wolności, z jaką najczęściej bywają związane artystyczne działania kreacyjne.
Jest rzeczą jasną, że artysta dokonuje dzieła pod wpływem presji odczuwanej także przez innych członków społeczeństwa, jednak głównym bodźcem do powstania nowej wartości artystycznej jest jego przeżycie, refleksja, potrzeba pielęgnowania pragnienia, które musi sycić. Po to bowiem wyrażamy, ujawniamy pragnienia w sztuce, by je utrzymać i nasycać.
Warunkiem sprzyjającym powstaniu takich nowych wartości jest też tolerancja poszczególnych kultur dla wysoce nowatorskich zachowań. Jeśli zabraknie takiej tolerancji –dzieło artysty może być zagrożone. Historia zna takie przykłady. Dotyczą one zwykle działalności wielkich geniuszy świata sztuki o których mówimy, że wyprzedzili swoją epokę.

Następuje bowiem wtedy „akt ingerencji w strukturę ontyczną świata poprzez powołanie do istnienia czegoś (dzieła sztuki),czego wcześniej nie było. To, co ów akt czyni twórczym, wyróżniającym od innych, mający podobny efekt do aktów produkcji, wytwórczości, pracy –to fakt, iż owa ingerencja, dokonując się, zawsze stanowi istotne odniesienie do porządku wartości”[Dorota Wolska, rozdział „Czy twórczość stwarza wartości”, str. 57, „Kultura i wartości”, Wrocław 1991]. Twórczość sama nie stwarza wartości, ale kulturowe istnienie wartości przyczynia się do stwarzania sytuacji prowokujących twórczość.

Początek, stanowiący praprzyczynę stwarzania dzieł sztuki, jest tu też zagadnieniem bardzo interesującym, gdyż odnosi się do autora owych dzieł - do twórcy.
O owym „początku” właśnie wspomniałam nieco wcześniej, lecz w innym trochę kontekście, bo w kontekście uwarunkowań zewnętrznych i wewnętrznych dla twórczości. Jest to jednak moment tak ważny, że chcę go tu jeszcze raz wyróżnić, biorąc pod uwagę inne aspekty.
Bo oto początkiem takim jawi się nam sytuacja, w jaką uwikłany jest twórca, jeśli jest w niej zachwiana równowaga składających się na nią różnych czynników i tych niezależnych od twórcy, i tych, nad którymi po części panuje, i tych w końcu, które leżą w jego osobowości. Od artysty zależy, w ostatecznym rozrachunku, jak się zachowa i poprzez splot przeróżnych czynników i jego predyspozycje emocjonalne może się zdarzyć tak, że ów artysta zareaguje na stan, w jakim się znalazł, tworząc dzieło sztuki.

Ja, z przyczyn zupełnie oczywistych, najbardziej zainteresowana jestem problematyką stwarzania bytów powstających z pracy rąk i postrzeganych poprzez wzrok i dotyk, czyli mówiąc prościej dzieł sztuk plastycznych. Dlatego zamierzam choć przez moment zatrzymać się przy tym zagadnieniu.
Jest powszechnie wiadomym, jakie bogactwo reprezentuje sobą świat dzieł plastycznych.
Może się on wydawać przepełniony, a wiele z tych dzieł to prawdziwe arcydzieła. „Lecz świat ten, jak każda dziedzina przedmiotowa, jest światem niedopełnionym, otwartym”[W. Stroiński –„Dialektyka twórczości” str. 128, PWM Kraków 1983].

Powinno to stać się wyzwaniem dla artystów.
„Każde dzieło sztuki, z wyjątkiem, być może, absolutnych arcydzieł, transcendentuje w pewnym sensie samo siebie, ukazując jakieś „więcej”, do którego prowadzą rozmaite drogi’[W.Stroiński –„Dialektyka twórczości”, str.128,PWM Kraków 1983].
„Jednym z korzeni kubizmu było malarstwo Cezanne’a , który uznał, że „trzeba przedstawić naturę podług walca, kuli, stożka; całość ujętą w perspektywie, tak aby każda strona podmiotu lub plamy skierowana była do punktu centralnego” -sam jednak w swych genialnych płótnach nie doprowadził tego programu do końca. A przecież dzieła Braque’a czy Picassa nie wyparły obrazów Cezanne’a ze świata sztuki, przeciwnie, rzuciły na nie nowe światło i ukazały pełniej ich znaczenie. Stare dzieło warunkuje nowe, nowe przydaje bogactwa staremu.”[W.Stroński –„Dialektyka twórczości” str.129,PWM Kraków 1983].
Czas pokusić się o wyjaśnienie, czym owo dzieło sztuki właściwie jest.
Na podstawie kilku omówień i prób definicji jawi mi się moja własna, w dużej mierze oparta na wywodach Romana Ingardena, jakie w swej książce(wymienianej już wcześniej) przytacza Stroński. Wprowadziłam tu dość odważnie kilka własnych innowacji, bez których nie mogłam jej zaakceptować. W efekcie końcowym moja definicja stoi na granicy polemiki z ową, zawartą w „Dialektyce twórczości”.
Na samym wstępie trzeba stwierdzić, że dzieło sztuki nie jest rzeczą li tylko, bo jak wtedy można by wyjaśnić stany, jakie wywołuje u odbiorcy? Pod wpływem obcowania z dziełem sztuki może się przecież zmienić spojrzenie na świat. Dzieło sztuki przywracając nam ten świat na nowo w innej, szerszej perspektywie, wzbogaca widzenie nasze, czyli odbiorcy w sposób z niczym nie porównywalny.
Dzieło sztuki jest bowiem przedmiotem intencjonalnym, nie dającym się utożsamić ze swym fizycznym fundamentem bytowym, któremu przysługuje istnienie realne.
Przedmiot ten - dzieło sztuki- zależy od aktów twórczych artysty i określonych zachowań odbiorcy. Nie bez znaczenia jest tu jego fizyczne podłoże, czyli materiał, z którego dzieło jest wykonane.
Kiedy mówimy o „materiale”, nie możemy mieć na myśli jego neutralnej, fizycznej podbudowy.
Materiał dzieła sam w sobie zawiera jakości, z którymi artysta od początku musi się liczyć świadom, w jakim stopniu pozostaną one w dziele.
Takie samo znaczenie mają wartości fakturalne. Materiał i jego faktura wchodzi integralnie w strukturę dzieła jako przedmiotu intencjonalnego. Służy widzeniu. Przestaje być w dziele sztuki „rzeczą dla siebie” i przechodzi w nowy stan bycia zarówno dla siebie, jak i dla czegoś całkiem nowego. Staje się oto jednym z aspektów postrzegania dzieła sztuki.
Jako przedmiot widzenia materiał uzyskuje ten sam, intencjonalny sposób istnienia, co samo dzieło, a jednocześnie jego wartości same w sobie manifestują się coraz silniej.
Doskonale muszą to rozumieć np. artyści szkła, którzy przez ten niezwykle mocny i dominujący materiał są determinowani bardzo wyraźnie.
Tak wiec dzieło sztuki stanowi przedmiot intencjonalny, odznaczający się swoistą strukturą, materiałem immanentnie z nim związanym i zdecydowanie różni się od wszelkich przedmiotów realnych, istniejących, aspektem nowości oraz szczególnego oddziaływania wynikającego z aktu twórczego, który powołał je do życia, a polegającego na ukazywaniu nowego sensu sytuacji, do której się odnosi.
Ma zdolność uwalniania wyobraźni. To artysta nadaje mu te cechy. Artysta bowiem, co jasne, odgrywa niebagatelną rolę w procesie tworzenia dzieła sztuki.
Artysta i jego dzieło to fascynujący „duet”. Łączące ich więzi, wzajemne dawanie i branie, stawanie się, są niezaprzeczalnie ważne i dla każdej takiej „pary” swoiste. Toteż dużą wartość ma osobiste, szczere zwierzenie artysty mówiące o tych właśnie jego związkach, które łączą go z jego dziełem. I bez względu na wielkość tego dzieła opis tych chwil może być bardzo cennym zapisem. To, co stało się przyczynkiem do zainteresowania jakąś, wybraną dziedziną sztuki jest dla każdego twórcy inne. To, co go popycha w kierunku, w którym podąża, chwile zwrotów w twórczości, załamania i wszystko, co towarzyszy mu przy budowaniu swojego dzieła, stanowi jedyne w swoim rodzaju zjawisko.
Dlatego właśnie uważam za słuszne dostrzeżenie także w sobie tych imperatywów,które popychają mnie do zgłębiania świata poprzez szklany materiał i do zawierania w nim swoich pragnień. A jest to materiał, który nigdy nie jest obojętną materią, urabianą w dowolny sposób przez artystę. Ten materiał twardo i bezwzględnie narzuca twórcy swoje warunki i ktoś, kto nie chce podjąć z nim dialogu i uszanować jego specyfiki, musi być skazany na przegraną.
Jak już pisałam przy innych okazjach, a od tego czasu nic nie wpłynęło na zmianę mojej opinii, potrzebna tu jest specyficzna więź, dająca pomiędzy twórcą i jego dziełem szczególny stosunek emocjonalny, który pozwolę tu sobie śmiało nazwać miłością. Słowo „miłość” przywołuje tu myślenie o szacunku, dialogu, wnikaniu w osobowość partnera, wzajemnym dawaniu i braniu, tolerancji. Taki związek pomiędzy artystą szkła i szklanym materiałem , gorący związek, daje szansę tworzenia dzieł o istotnym znaczeniu. I dlatego dobrze jest podjąć decyzję o wyborze takiego medium, gdy jest ona ugruntowana i pogłębiona, gdy wyniknęła z przemyślanych doświadczeń.
Ja sama decyzję swą co do szkła podejmowałam po licznych z nim doświadczeniach, sięgających głębokiego dzieciństwa. Począwszy od obserwacji tajemnego świata w kalejdoskopie poprzez analizowanie wyrafinowanych form szkieł użytkowych z lat sześćdziesiątych, poprzez liczne wizyty w hutach szkła w latach siedemdziesiątych, gdzie przyglądałam się „tajemnym misteriom z udziałem ludzi i ognia” czyli produkcji szklanych wyrobów, poprzez kupowanie dla stworzenia własnej kolekcji tak modnych na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wielobarwnych naczyń z zawiesiną pęcherzyków powietrznych w zastygłej masie szklanej.
Później, choć prawie równolegle, przyszedł czas na wystawy, które zorganizowało katowickie BWA (1975, 1976 r), na lekturę czasopism i katalogów z czeskim szkłem artystycznym, co przesądziło o moich decyzjach.
Toteż kiedy zdawałam do wrocławskiej PWSSP z zamiarem studiowania szkła, wiedziałam, co czynię. Mój „afekt” do tego materiału nie był przypadkowy, choć do rozmiarów „miłości” urósł dopiero po doświadczeniach, które miały nastąpić po studiach. Ponieważ w tamtych czasach (przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych) nie było w zwyczaju zmagać się własnoręcznie ze szklanym materiałem, więc twórczość w tej dyscyplinie siłą rzeczy miała charakter konceptualno – teoretyczny. Dla mnie, łaknącej pełnego zagłębienia się w obszary sztuki szkła, było to stanowczo za mało. Szczęśliwym zrządzeniem losu po ukończeniu studiów doceniono moją postawę oferując mi pracę asystenta w macierzystej Katedrze Szkła wrocławskiej PWSSP i tak rozpoczęła się najpiękniejsza przygoda mojego życia, która trwa po dziś dzień ukazując coraz to bardziej fascynujące możliwości materiału, który jest istotnym uczestnikiem opisywanej tu historii.
Rozpoczynając swoją pracę dydaktyka byłam wyposażona tylko w wiedzę uważnego obserwatora i solidnego studenta zagadnień szklarskich. Szybko jednak postarałam się o pogłębianie mojej wiedzy o sztuce szkła poprzez kreowanie przestrzeni w szklanym materiale, zwłaszcza w zakresie kształtowania go „na zimno”, czyli poza hutą szkła, w dość hałaśliwym, co paradoksalne, „zaciszu” warsztatów szkolnych. Tam obrabiałam pierwsze bryłki szkła ołowiowego, jeszcze bez skonkretyzowanego zamysłu, tam powstały moje pierwsze kompozycje z dopasowywanych do siebie elementów i tam kontynuowałam swoje doświadczenia rzeźbiarza w szkle, pracując w najszlachetniejszej jego odmianie, jaką jest szkło optyczne. Po wielu latach doświadczeń wyartykułowałam, powtarzaną często przez siebie opinię, dotyczącą tego wspaniałego materiału, która dobitnie świadczy o jego miejscu w moim życiu.



Szkło.
Jego niezaprzeczalne piękno uwiedzie każdego. Bywa gorące, jak ogień. Przypomina wtedy gęsty miód. Można rozdmuchać je, jak mydlana bańkę. Świeci ona swoistym światłem i bucha od niej nieprawdopodobny żar.
Wielkie, przejrzyste bloki szkła uwodzą swoim blaskiem. Przechodzące przezeń światło odbite od otoczenia pokazuje nam zdeformowany świat. Można tym manipulować, gdy się zrozumie. Rzeźbiąc ten niewiarygodny materiał, ostry, zimny i trwały, można uzyskać przedmioty o wielkiej jego ekspresji (tzn. materiału właśnie).
Dla mnie szkło najbardziej manifestuje się w takich tworach.

Obecnie próbuję zgłębiać jeszcze inne aspekty szklanej materii pracując nad blokami szkła powstałymi poprzez zgrzewanie barwnych tafli szkła typu float w piecu elektrycznym po to, by uzyskać mroczne przestrzenie szkła z wewnętrzną, celowo ukształtowaną strukturą, co daje mi możliwość wyrażania treści, które do tej pory w mojej twórczości były nieobecne, a które od pewnego czasu nurtują mnie tak dojmująco, że nie mogę i nie chcę ich już pomijać. Aby się z nimi zmierzyć potrzebuję mrocznych struktur, które ożywają tylko przy udziale dobrze dobranego światła, bez niego zaś pozostają ukryte.
Autorefleksja oraz zgłębianie cech materiału, w tym wypadku szkła, które zresztą z powodu swych właściwości wymaga szczególnego skupienia i uwagi, są niezbędne temu, który podjął trud i odpowiedzialność bycia mistrzem dla tych, którzy pragną podobną drogą podążać. Musi on stale stawiać sobie nie tylko własne pytania, ale i pytania tych, których podjął się do swej sztuki „uzdatnić”.
To stawianie pytań czasami jest najistotniejsze. Istotniejsze, niż udzielanie odpowiedzi, których jest zawsze bardzo wiele, bo nie ma jednej odpowiedzi w dyscyplinie tak specyficznej, jak twórczość artystyczna. Te różnorakie, zindywidualizowane odpowiedzi, nie zwerbalizowane, ale wyrażone, zasugerowane, znajdują się w dziełach zarówno mistrzów, jak i ich uczniów. Artysta zawsze udziela ich sam, ale w taki sposób, że jego dzieło jest przyczynkiem do stawiania kolejnych pytań, nie zaś jednoznaczną odpowiedzią.
Każdy twórca, który chce wnieść w świat swoje oryginalne dzieło, musi nauczyć się swej samotności dla swoich aktów twórczych. To także powinien uzmysłowić mu jego nauczyciel. Każdy bowiem ma za sobą swoje, indywidualne i oryginalne przeżycia i doświadczenia, a w sobie – własne przeczucia i własne pragnienia. Jeśli chce być świadomym tego, jak tworzy, musi sobie poświęcić wiele czasu. Tak więc typowy dla artystów egocentryzm znajduje w tym swoje uzasadnienie.
Przeszukując i rozpatrując nieustannie swoje wnętrze trzeba także pamiętać nieustannie o obranym przez siebie materiale. On będzie za nas mówił. W niego przenosimy całą energię twórczą, on pierwszy odbiera razy naszego przeżycia. I on zabiera od nas to, co pragniemy przekazać, ale tylko wtedy, gdy umiemy to nań przenieść. Materiał posiada swoje cechy immanentne, ma też specyficzne oddziaływanie na świat, który go otacza. Trzeba więc długo i wnikliwie wpatrywać się w jego specyficzny byt.
Już wcześniej nawiązywałam wstępnie do mojej odpowiedzialnej funkcji, jaką nałożyła na mnie sytuacja zawodowa, w której stałam się nauczycielem trudnych zagadnień związanych ze studiowaniem sztuki szkła. Muszę podejmować trud bycia mistrzem dla młodych twórców pragnących wypowiadać się poprzez szkło. Oni też towarzyszą mi w zmaganiach twórczych, potknięciach, zwątpieniach. Są świadkami powstawania moich prac. Moi młodsi koledzy – uczniowie. Ludzie, z którymi spotykam się na co dzień i z którymi często dzielę się swoimi problemami.
Bowiem wszystkie swoje prace wykonuję wśród studentów, w pracowni, w której odbywają się zajęcia i tym samym studenci uczestniczą po trosze w moich twórczych i warsztatowych zmaganiach. Są oni moimi pierwszymi odbiorcami i dzięki ciepłym kontaktom, jakie nas zwykle łączą, odważają się wygłaszać swoje opinie. Często doradzają mi – a ja chętnie na to przystaję, dając im szansę poczucia się fachowcami - jak wykonać pewne elementy, jak je rozwiązać od strony kompozycyjnej, formalnej, gdzie zastosować fakturę, gdzie polerować, itd.
Często też opowiadam studentom o swych zamierzeniach, o tym, jakie chciałam zawrzeć w mojej pracy pytania, pragnienia czy emocje, a oni mi mówią, czy odnajdują je w moich obiektach. Zadają pytania, dają mi pierwszą krytykę, ale też i informacje o swej postawie, sposobie myślenia, dojrzałości. Jest to też czas wzajemnego oswajania. „Oswoić” –jak wiadomo z „Małego Księcia”, uroczej lektury lat dziecinnych i nie tylko – znaczy „stworzyć więzy”. „ Jeśli się oswoimy, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziemy jedyni na świecie.”
Mam też przekonanie, że sytuacja, w której zostaje odwrócona nasza rola, daje mi szansę wniknięcia głębiej w osobowości tych młodych ludzi, którzy ufnie oddają się w moje ręce po to, by zostać artystami szkła. Mam dla nich przez to dużą sympatię, a wspólna nasza praca powoduje, ze nasze więzy muszą się zacieśnić, przybierając postać układów koleżeńskich. To zbliżenie sprzyja kształtowaniu ich twórczych osobowości, bowiem kruszą się przeszkody, które powodują niechęć do mówienia o sobie. Następuje sytuacja, kiedy oto staję przed moimi uczniami ze wszystkimi twórczymi problemami, pozbawiam się osłony, jaką jest nauczycielska autorytatywność, bo mówię o swych wątpliwościach, potknięciach artystycznych, niedoskonałości warsztatowej. Ale oczekuję tego samego i ośmielam ich do takich aktów. Snucie wspólnych refleksji, dysputy na przeróżne tematy, które bardzo nurtują osobowości młode i nie do końca ukształtowane, spory i dochodzenie do wspólnych rozwiązań wzbogaca mnie, a jednocześnie pomaga zrozumieć drogę, jaką podąża młody adept sztuki, próbujący uporać się z zagadnieniami, które podjął. Pozwala mi na uczestnictwo w jego wyborach. Zwykle zresztą tym zagadnieniem jest temat opracowany przez nauczycieli prowadzących pracownię tworzący pretekst do kształtowania przez studentów „ szklanej rzeczywistości”.
Tematy zadań mają duże znaczenie. Powinny być formułowane tak, aby wyzwolić pokłady możliwości twórczych, a jednocześnie dać szansę podjęcia takich problemów, które dadzą możliwość poznania nowych zagadnień szklarskich. Lecz nie mogą być obliczone na powstawanie łatwych, efektownych li tylko rozwiązań. Nie znaczy to, oczywiście, że efektowne rozwiązania mają w sobie coś złego. Skupianie się na spektakularnych efektach nie może przysłonić tak ważnego problemu, jakim jest poznawanie siebie i świata poprzez materiał, w jakim się wypowiadamy oraz nabieranie umiejętności podejmowania dialogu ze światem poprzez szkło.
I to uważam za szczególnie ważne podczas formułowania zadań semestralnych. Danie studentowi szansy poznania siebie poprzez szkło i stawiania własnych pytań.
Sama warstwa literacka tematów często miewa związek ze mną i jest odzwierciedleniem pytań, jakie w danym momencie stawiam sobie. Jest to jednak jedyny ślad jaki zostawiam po sobie. Cała strona interpretacyjna i formalna, wybór środków wyrazu i treści –to to, co w przeważającej mierze zależy już od ucznia -autora.
Wszystkie moje starania podczas korekt, jakie prowadzę w trakcie zajęć, zmierzają ku temu, aby odszukać w działaniach studenta, wraz z nim, tego oryginalnego, niepowtarzalnego twórcę, który mówi swoim oryginalnym językiem artystycznych środków wyrazu. Całe moje zadanie polega na tym, by pomóc znaleźć młodemu adeptowi sztuki szkła swoje jedyne i niepowtarzalne miejsce pośród innych.
Od strony warsztatu szklarskiego jest moim obowiązkiem uzmysłowienie studentom wszelkich możliwości, jakie stwarza szkło i dać mu szansę wyboru z jak największej ilości tych możliwości. Bywa, że czasem muszę uczniowi opowiedzieć o tym, jak może wyglądać to, co zaprojektował. Bo on tego nie wie, choć wyraźnie przeczuwa. I wtedy staram się odnaleźć w pamięci wszystkie możliwości, jakie znam, by pomóc mu w obraniu kierunku dalszego działania. Na szczęście spotykam wielu takich studentów, którzy są na tyle poważni, na tyle dojrzali, że rozumieją wartość tej sytuacji, w jakiej mogą na warunkach partnersko – przyjacielskich wchodzić w świat sztuki. Konieczna jest tutaj chęć podjęcia dialogu, pragnienie wypowiedzenia się poprzez tworzywo.
Aby wyzwolić w uczniach, z którymi pracuję, tę chęć, staram się budować u nich swój autorytet. Do kontaktów, które mogą przynieść pożytek moim studentom, mój autorytet jako twórcy i jako pedagoga jest wręcz nieodzowny. Dlatego też staram się pokazywać im swoje zmagania z materiałem i opowiadam o nich. Mówię też dużo o treściach, które chcę w pracach zawrzeć. Później omawiam z nimi swoją pracę, wystawiając ją na ich osąd.
Potrafią być mądrymi krytykami.
Takie same kryteria przyjmuję później przy ocenie ich pracy. Nie ma różnicy pomiędzy traktowaniem mojej twórczości i studenckiej. To znaczy – w sposobie rozważania jej problematyki, wartości estetycznych, cech samych w sobie i ich związków z otaczającym światem.
Różnica polega oczywiście na tym, że studenci tworzą z moją pomocą i nawet, jeśli ona nie jest dla nich całkiem jasna, to bez wątpienia istnieje. Ale oni zwykle uzmysławiają sobie moją w ich proces twórczy ingerencję. To jednak ja zwykle dokonuję wyboru drogi, jaką mają podążać. Takie są reguły naszej współpracy.
Czasami tylko, gdy przeczuwam szansę podjęcia decyzji, która może być dojrzała, próbuję tylko sugerować swoje preferencje. Jednakże preferencje te mają odniesienie do mojego odczytania specyfiki osobowości konkretnego młodego twórcy.
W tym sensie, mimo usilnych prób odnalezienia indywidualnych cech autorskich, zawsze poszczególne akty twórcze moich uczniów są naznaczone moim nieuchronnym subiektywizmem. Cały czas odczuwam ciężar tych moich działań. Lękam się zaburzenia rozwoju osobowości, z jakimi się stykam i które urabiam, taka jest bowiem moja rola.
Chciałabym osiągnąć pozytywny skutek, ale on sam jest niedefiniowalny, można go tylko przeczuć.
To, co jest bezsprzecznie jasnym, to fakt, że jest moim zamiarem wykształcić studentów wszechstronnie, jeśli chodzi o warsztat szklarski, wyposażyć ich w dokonany wybór drogi twórczej, co musi stać się możliwie samodzielnie, oraz uzmysłowić im bogactwo zagadnień, jakie mogą poruszyć w procesie twórczym dotyczącym bytów ze szkła. Mamy tu do czynienia z dojrzewaniem procesów twórczych skierowanych na dokonanie artystyczne, a sprawy rzemiosła muszą tu pełnić rolę służebną.
Jest sprawą priorytetową ukształtowanie w czasie codziennych zajęć osobowości twórczej wyposażonej w możliwości dające szansę na powstanie nowych, artystycznych bytów, zwanych „dziełami sztuki”.
Podstawowym jest tu zrozumienie, czym właściwie jest osobowość twórcza? A najpierw, czym w ogóle jest osobowość?
Ja osobiście najbardziej jestem skłonna przychylić się do ujmowania osobowości, jako centralnego systemu regulacji i integracji, jak ujmuje to Reykowski w rozdziale „Osobowość”.
W trakcie rozwoju osobniczego nastawienia podlegają stopniowo organizacji w bardziej złożone jednostki funkcjonalne. Tworzą się więc schematy coraz bardziej ogólne, o coraz rozleglejszych funkcjach integracyjnych. „Rezultatem tego procesu jest ustalenie systemu obejmującego schematy charakteryzujące się stałością, ogólnością, wysokim stopniem spójności”[Tomaszewski „Psychologia”, Reykowski, rozdział pt. „Osobowość”, str. 767, PIW, Warszawa 1978] .

To jest właśnie osobowość.
Jest ona produktem indywidualnego rozwoju i pełni funkcję centralnego systemu integrującego. Jednakże specyficzne zachowania człowieka nie są jednoznacznie przez osobowość wyznaczone, bo zalezą też od wielu innych czynników, jak zmęczenie, zły stan zdrowia itp.
Czynnikiem dającym szansę na zachowanie oryginalne, choć związane ze schematyzmem przypisanym danej jednostce, może być emocja skierowana na działania związane z procesem twórczym – zwłaszcza interesującym nas tu procesem artystycznym, w wyniku którego może powstać dzieło artystyczne.
Oczywiście pod warunkiem, że cechy danej osobowości dają szansę na takie tej jednostki działania. Że w jej obrębie wytworzyły się takie ukierunkowania działań, które wobec pojawiającego się specyficznego zagadnienia reagują procesem artystycznym.
Osobowość pełni funkcje regulacyjne.
Regulowanie owo polega na takim kierowaniu funkcjami danego mechanizmu, aby działał on w sposób prowadzący do pożądanego efektu. Standardy regulacji u wszystkich żywych organizmów. to potrzeby. W obrębie struktur psychicznych niektórych ludzi leży potrzeba działań artystycznych. Wynika to ze specyficznego, uwarunkowanego rozwojem i predyspozycjami psychologicznego środowiska organizmu. Wtedy osobowość takiego człowieka stara się wpłynąć przez swą funkcję regulacyjną, na zaspokojenie takiej potrzeby.
Bardzo istotnym dla rozważań na temat regulacyjnych funkcji osobowości oraz działających w jej obrębie mechanizmów emocjonalnych i poznawczych jest pojęcie „własnego ja”.
Pojęcie to jest strukturą poznawczą, której właściwości regulacyjne zależą od doświadczenia, akceptacji oraz efektywności własnych działań. Pojęcie „własnego ja” to też obraz własnej osoby, po prostu. Tworzy się on poprzez „uogólnienie informacji dotyczących własnych stanów wewnętrznych, własnego wyglądu i cech fizycznych, własnych pragnień, postaw i innych właściwości psychicznych, własnej pozycji pośród innych ludzi, własnych uprawnień i przywilejów” [Tomaszewski „Psychologia”, Reykowski- rozdział „Osobowość”, str. 791].
W obszar „własnego ja” wchodzi nie tylko doświadczenie związane z własną, cielesną i duchową strukturą; mogą też wchodzić inne osoby i przedmioty zewnętrzne.
Człowiek więc może postrzegać siebie jako np. syna, jako posiadacza określonych przedmiotów, jako autora konkretnych dokonań twórczych czy też jako potencjalnego ich sprawcę.
Po to, by jakiś obiekt został włączony w obszar „ własnego ja”, podmiot musi pozostać w stałym z nim kontakcie, stan tego obiektu musi mieć wpływ na stan podmiotu.
Jest to bardzo istotna informacja, którą staram się przekazać moim uczniom. Jeśli pragną być artystami, jeśli chcą się za takich szczerze uważać i być tak postrzeganymi, ich działania artystyczne muszą posiadać cechę stałych czynności cyklicznych, inaczej okazjonalność tych działań spowoduje, że stan bycia artystą nie połączy się w ich świadomości z poczuciem „własnego ja”. Tak więc cel naszych wspólnych działań – wykształcenie osobowości twórczej ukierunkowanej tu na sztukę szkła - nie zostanie osiągnięty.
Z pojęciem „własnego ja” wiąże się też przeświadczenie , na którym buduje się zwykle ocenę własnych możliwości przy realizacji różnych celów. Suma różnych ocen daje ogólny stan, zwany „samooceną”, który decyduje o tym, jak człowiek zachowa się wobec sytuacji nowych.
Podczas pracy ze studentami często jest moim zadaniem weryfikowanie ich samooceny poprzez uzmysławianie im nieuświadomionych możliwości. Jest to zadanie bardzo istotne, bo od tego zależy poziom i różnorodność ich dokonań twórczych. Jeśli uda mi się pomóc w uzmysłowieniu przez ucznia pokładu nie uświadomionych możliwości pojawia się szansa na ambitne podejście do postawionych przed nim zadań. Bez wątpienia taka postawa jest pożądaną. Jednakże zawyżona samoocena może być źródłem zawodów i frustracji toteż, zwłaszcza podczas podejmowania zadań z uczniami, którzy mają ze mną pierwszy kontakt, staram się pomóc im w odnalezieniu takiej drogi do rozwiązywania stawianych im problemów, aby było duże prawdopodobieństwo sukcesu.
Z tego bowiem, co udało mi się w trakcie moich doświadczeń zaobserwować, porażka przy podjęciu pierwszych zadań często powoduje długotrwałe zniechęcenie i dalsza praca jest niezwykle trudna. Student traci wiarę w swoje możliwości i trzeba długo ją odbudowywać. Jest to zadanie niełatwe i czasami może być zakończone niepowodzeniem.
Spotkałam tez się z uczniami, którzy pomimo wyraźnych sygnałów o zbyt wysoko, jak na obecny etap, stawianych wobec siebie wymaganiach, nie wyciągają z tego wniosków. Ich ciągłe potknięcia świadczą o konieczności zweryfikowania swej samooceny. Jednak osoby takie nie chcą zmienić postaw. To stanowisko powoduje zazwyczaj głębokie frustracje.
Ale w wypadku osobowości odpornych na destruktywne działanie niepowodzeń może to dać rezultat pozytywny. Okupiony on jest ciężką pracą, której można było uniknąć dokonując właściwej oceny swych możliwości w punkcie wyjścia i inaczej planując etapy dochodzenia do zamierzonego rezultatu.
Obserwując różne postawy swoich uczniów staram się dostrzegać symptomy takich zachowań, aby dopomóc im we właściwym stawianiem przed sobą problemów tak, aby nie skazywać ich na ciągłe, frustrujące niepowodzenia czy tez pracę na granicy możliwości.
„Samoocena może być „wysoka” lub „niska”. Oczywiście zakłada to, że ocena samego siebie zostaje porównana do jakiejś miary. Miar takich może być kilka. Dwie z nich wydają się być najważniejsze. Jedna z nich stanowi własny system standardów charakterystycznych dla danego typu działalności. Drugą miarą są osiągnięcia innych ludzi. Człowiek ocenia siebie jednocześnie w obu miarach.
Samoocena jest zwykle zróżnicowana. O tym, jaka jest samoocena ogólna decyduje poziom samooceny w zakresie tych właściwości, które człowiek uważa za najważniejsze” [Tomaszewski „Psychologia”, Reykowski, rozdział „Osobowość” str.794 PIW, Warszawa 1978] .
Zakładam, kształcąc ludzi, którzy moją dyscyplinę sztuki obrali sobie jako swą specjalność, że problematyka szkła artystycznego mieści się w zakresie takich właściwości, tzn. „tych właściwości, które uważa człowiek za najważniejsze”.
Zwłaszcza, że mówimy tu o działalności artystycznej.
Traktuję więc moje nauczanie z wielką powagą. Staram się każdy swój krok przemyśleć. Nie odrzucam jednak działań spontanicznych, bo te są niewyspekulowane, więc szczere, posiadające niezaprzeczalną wartość autentyczności.
Pracując z ludźmi o szczególnej wrażliwości mam niepowtarzalną okazję otrzymać, poprzez ich akty twórcze odzwierciedlone w szklanych obiektach, wiele osobistych informacji.
Artyści manifestują siebie, swoją osobowość, stosunek do świata, swoje pragnienia, także swoją samoocenę poprzez swoje dzieła, swoją twórczość. Jest mi więc dane szperać w zakamarkach ich osobowości, obserwować materializację ich postaw twórczych w szklanych przedmiotach intencjonalnych, jakie tworzą.
Jest bardzo trudnym klasyfikować te zachowania, poddawać je ocenie. Jestem zmuszona to czynić. Jest to jednak bardzo trudny aspekt moich praktyk dydaktycznych, a jednocześnie bardzo istotny obowiązek. Zdaje sobie sprawę, ze moim ocenom nie podlega li tylko techniczno - estetyczna warstwa powstałych podczas realizacji zadań semestralnych prac, ale i ich warstwa psychologiczno – emocjonalna. Toteż staram się z każdym studentem skomunikować w sposób, który daje szansę powodzenia, a który jest przedmiotem moich ciągłych poszukiwań tak, aby móc choć po części zrozumieć go i odnieść się do jego postaw. Uważam to za jeden z moich podstawowych obowiązków.
Chcę, by moi studenci mieli w trakcie naszej wspólnej pracy odczucie „bycia ważnymi”. Takie doświadczenie daje poczucie własnej wartości, a to artyście jest niezbędne, aby zechciał wyrazić poprzez swe dzieło swoje wątpliwości, pragnienia, postawy wierząc, że to istotne.
Kiedy wreszcie porozumiem się ze swoim uczniem, gdy uwrażliwię go na różnorakie aspekty cech szkła, dostrzegę w jego działaniach ukształtowane osądy, postawy, preferencje, wtedy w sposób istotny zmniejszam swoją ingerencję .Daje mu szansę na samodzielność. Pod koniec procesu dydaktycznego przyjmuję pozycję wyczekującą.
Czekam wtedy na sukcesy swych uczniów. I one przychodzą. Wtedy stają się naprawdę moimi młodszymi kolegami. W tym zamyka się sens mojej pracy dydaktycznej.
Oczywiście mogłabym tu kontynuować rozważania nad istotą dydaktycznych poczynań, nad psychologicznymi aspektami twórczości, nad procesem powstawania dzieł sztuki.
Nie mam takiego zamiaru.
Bo kimże w końcu jestem?
Jednym z wielu twórców poruszających się po wąskim obszarze szkła artystycznego, próbującym w sposób niedoskonały przekazać część swoich przemyśleń i doświadczeń małej – 12-15 – osobowej grupce adeptów sztuki szkła. Nie jestem teoretykiem. Swoje przemyślenia wywodzę z codziennych, prostych, acz z pewnością ważnych doświadczeń.
A ja sama - no cóż...
Szukam w mych działaniach, wypowiedziach poprzez szklany materiał, tajemnicy. Tej - niedefiniowalnej –która stanowi istotę każdego artystycznego dokonania. Czując, że osiągnęłam już wiele, wciąż staram się stworzyć jakąś pełnię swymi dokonaniami artystycznymi w szkle. Te jednak są wciąż otwartym zbiorem.
Szklane byty, które wyszły spod mojej ręki dają mi nadal dużą satysfakcję, gdy staję wobec nich w sytuacji odbiorcy Chciałabym jednak, w oparciu o nie, o ich formę, kolorystykę, sposób funkcjonowania w przestrzeni, doszukać się istnień bardziej wyrafinowanych, o większej głębi symbolicznej, wielowarstwowej sferze znaczeń i bardziej zdyscyplinowanych formalnie.



prof. Małgorzata Dajewska



BIBLIOGRAFIA
„Prace kulturoznawcze” I, UNIVERSITAS WRATISLAVIENSIS, Wrocław 1987, Dorota Wolska- rozdział „Problematyka twórczości w naukowo – teoretycznej myśli o kulturze”
„Prace kulturoznawcze” II, „Kultura i wartości”, UNIVERSITAS WRATISLVIENSIS, Wrocław 1991, Dorota Wolska – rozdział „ Czy twórczość stwarza wartości”
Władysław Stróżewski „Dialektyka twórczości”, PWM Kraków 1983, rozdział „Przedmiot fizyczny i dzieło”
Antoine de Saint-Exupery „Mały książe”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
Tadeusz Tomaszewski „Psychologia”, Reykowski – rozdział „Osobowość”, PIW , Warszawa 1978
„Estetyka pragnień”, praca zbiorowa pod redakcją Jolanty Brach – Czajny, seria „Kontrowersje filozoficzne”, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1988

Obiekty